Platforma Obywatelska
StartAktualnościRegionBiura SenatorskieO sobieGaleriaFelietonyLinkiKontaktBLOG
PIEKŁO CZY RAJ?

(Opublikowane w Gazecie Olsztyńskiej 15 kwietnia 2004 roku.) 

Unia Europejska - Piekło czy Raj? Takie pytanie zadała redakcja Gazety Olsztyńskiej. Nie bardzo odpowiada mi ta terminologia. Dotyczy bardziej życia duchowego niż twardej, prozaicznej rzeczywistości. Poza tym, są to pojęcia skrajne, między nimi jest jeszcze Czyściec. I, używając tej religijnej terminologii, właśnie w nim się znajdujemy.

Zostawmy na chwilę na boku Unię Europejską. Nie ma w niej nic anielskiego ani diabelskiego. Nikt nas nie zmuszał i nie zmusza do przyjęcia systemu wartości obowiązującego w Unii Europejskiej, tak jak nikt nas nie zmuszał do podjęcia decyzji o przystąpieniu do niej. To była dobrowolna decyzja wolnego narodu, a inne wolne narody - obecni członkowie Unii Europejskiej, dobrowolnie tą decyzję zaakceptowały. Akcesja, która stanie się niepodważalnym faktem 1-go maja, jest dopiero naszym pierwszym przystankiem na drodze do świata wolnych narodów. Zanim jednak uzasadnię tę tezę, kilka refleksji na temat drogi, którą już wspólnie przeszliśmy.

Kiedy Lech Wałęsa przeskoczył płot Stoczni Gdańskiej, nie przypuszczał, że zapoczątkował długą, wyboistą i mozolną drogę do nowego świata. Nie przypuszczał on, nie przypuszczał nikt inny. I nikt nie znał celu tej drogi.

Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier III Rzeczypospolitej, ten cel wyznaczył - idziemy do Unii Europejskiej. Przejście tej drogi zabrało nam dwadzieścia kilka lat - całe pokolenie. Dwadzieścia kilka lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń całego narodu, ale również ważnych dokonań, z których mamy prawo i powinniśmy być dumni. Pytanie, czy jesteśmy?

Zachodnie demokracje parlamentarne kształtowały się przez wiele pokoleń. Anglikom zajęło to lat czterysta, Amerykanom dwieście, a nam zachciało się stworzyć system demokracji parlamentarnej w lat piętnaście i, co dziwne - to się udało. Jesteśmy z tego dumni? Nie wiem. Krytykujemy wszyscy w czambuł tą naszą raczkującą ciągle demokrację - i chyba słusznie. Ale miejmy przy tym trochę wyrozumiałości; za dwieście lat będziemy już tak dobrzy jak Amerykanie, nie mówiąc już, jak będziemy doskonali za lat czterysta...

Ciągle porównujemy się do tych najbogatszych i chcemy mieć tyle, co oni. I pracujemy od świtu do nocy żeby się do nich zbliżyć. Pracujemy i ciągle narzekamy, ale narzekamy słusznie. Nasze państwo uznało, że ludzie bliscy osiągnięcia dobrobytu, spokojni o jutro są mu zbędni. I łupie nas to państwo podatkami i obciążeniami jak tylko może. A każdą, niepopularną społecznie decyzję, rząd uzasadnia żądaniami Unii Europejskiej, co jest ogromnym i szkodliwym nadużyciem.

W ciągłej pogoni za bogactwem, w tym szaleńczym pędzie państwo nasze zapomniało o szacunku dla człowieka, dla zwykłego obywatela. A ten szacunek polega głównie na uczciwym postępowaniu i mówieniu prawdy. W naszym życiu publicznym jest tyle zakłamania i hipokryzji, że nic dziwnego, że zwykły obywatel nie wierzy już nikomu, a moralne autorytety są w naszym społeczeństwie gatunkiem prawie wymarłym. Mówię te ostre słowa i jednocześnie szukam usprawiedliwienia - przecież dopiero wyszliśmy z półwiecza realnego socjalizmu, w którym kłamstwo i czcza gadanina były podstawą sprawowania władzy. Jestem członkiem Komisji Europejskiej naszego Sejmu i mam okazję studiować prawo europejskie. Jedna rzecz jest w nim uderzająca - szacunek i troska o zwykłego obywatela. Dlatego nie potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego w Polsce ludzie żerujący na publicznym dobrze, świadomie i z premedytacją oszukujący społeczeństwo, obciążeni karnymi wyrokami w dalszym ciągu egzystują w życiu publicznym. Dlaczego wyborca obdarza ich kredytem zaufania? To się nie zdarza w społeczeństwach europejskich. Tam za znacznie mniejsze przewinienia opinia publiczna zmusza winowajcę do natychmiastowego ustąpienia i jest w tym żądaniu bezlitosna.

Jako naród ciągle się uczymy i najłatwiejsze mamy już prawie za sobą. Potrafiliśmy przystosować gospodarkę do wymogów wolnego rynku, przejęliśmy standardy prawodawstwa obowiązującego w demokratycznych społeczeństwach i w ten sposób dotarliśmy do pierwszego przystanku na drodze do świata wolnych narodów.

Przed nami jest dużo trudniejsza droga. Musimy sobie uzmysłowić, że wcale nie jesteśmy narodem wyjątkowym, nie jesteśmy mickiewiczowskim Mesjaszem Narodów. Jesteśmy zwykłym europejskim narodem o skomplikowanej historii i już niedługo znajdziemy się w rodzinie innych zwykłych europejskich narodów, które potrafią kłócić się jak przekupki w obronie własnych interesów. Ale które żądając dla siebie szacunku, jednocześnie szanują innych. Znajdziemy się wśród narodów, które chcą i potrafią być solidarne w budowie wspólnego europejskiego domu. Mamy ogromną szansę stać się pełnowartościowym, liczącym się członkiem tej wyjątkowej wspólnoty, ale tylko szansę. Tylko od naszej zbiorowej mądrości i naszej pracy zależy, czy to nam się uda.

Czego sobie i Państwu życzę.

Stanisław Gorczyca
Poseł na Sejm RP IV kadencji
Ostróda, 22 marca 2004

 

Galeria

Copyright 2008 Stanisław Gorczyca
Projekt i wykonanie: zabart.com